środa, 22 czerwca 2016

Peeling z kawy



Peeling z kawy ma mnóstwo zalet. Zakochałam się w nim od pierwszego "zastosowania". Oprócz niezaprzeczalnych właściwości złuszczających naskórek, których niejeden (nierzadko kosztowny) "kupny" peeling mógłby jej pozazdrościć, rozpieszcza nasze zmysły swoim niepowtarzalnym aromatem. Ja stosuję raz na dwa tygodnie. Po prostu wsypuję do małej szklanki około 3 czubate łyżeczki zmielonej kawy (równie dobrze może być z opakowania, bądź jeszcze lepiej- ekonomicznie i ekologicznie- fusy) i uciekam pod prysznic. Na rękę nakładam tak jak zawsze żel pod prysznic (najlepiej o zapachu wanilii albo kakao, wtedy zapach jest powalający) i dobieram do tego kawę, pocieram w dłoniach i masuję ciało. Szczerze mówiąc ciężko opisać słowami, jak cudowne jest to uczucie. Z "kupnymi" peelingami nie mam takich doświadczeń. Może dlatego, że aby osiągnąć efekt super odprężającego masażu (że aż ciarki przechodzą z rozkoszy), potrzeba większej ilości ziarenek, tak jak w kawie. Naprawdę serdecznie polecam każdemu spróbować. Oczywiście po peelingu obowiązkowe natłuszczenie naskórka ;)

Zalety:
tania sprawa (zwłaszcza, jeśli ktoś używa fusów, to tak jakby za darmo)

ujędrnienie ciała

totalny relaks i uczta dla zmysłów

dokładne złuszczenie naskórka

delikatny kawowy zapach na skórze po kąpieli

bardzo przyjemny masaż 


Wady:
aby nie było śladów po kawie w prysznicu bądź wannie, trzeba pomachać trochę natryskiem, żeby zmyć :D

osoby ze skórą naczynkową- uważać, nie szaleć, poradzić się specjalistów ;)